Początek XXI wieku obiecywał nam rozwój cywilizacyjny i coraz większe spełnianie i zaspokajanie naszych marzeń i potrzeb. Poziom szczęścia wiele osób uzależniało od konsumpcji. Wiele krajów i miast korzystało ze wzrostu ruchu turystycznego przynoszącego znaczne dochody.

W ciągu kilku tygodni od pojawienia się wirusa w Europie również my w Polsce i w Toruniu zostaliśmy zmuszeni do zmiany naszych przyzwyczajeń i poddaniu się obowiązkowej kwarantannie w domu. Zakaz wychodzenia z domu odmienił wygląd naszych miast w tym i Torunia. Ulice opustoszały, nie słychać wielojęzycznego gwaru, nikt nie fotografuje się na tle pomnika Mikołaja Kopernika, a właściciele restauracji i barów nie montują letnich ogródków pod parasolami. Nie słychać skrzypka grającego pod pomnikiem Kopernika, a znany mężczyzna nie idzie deptakiem, zapraszając donośnym głosem do odwiedzenia barów, cytując z pamięci całe menu z cenami.

Miasto zamarło w oczekiwaniu na to, jak poradzimy sobie z pandemią i kiedy znów tysiące ludzi zapełnią ulice, sklepy i lokale, a wszędzie słychać będzie gwar świadczący o normalnym życiu.

Traumatyczna sytuacja, w jakiej znaleźliśmy się, wszyscy mieszkańcy Torunia jest również możliwością zrealizowania projektu fotograficznego, który w normalnych okolicznościach byłby niemożliwy do wykonania.

Puste ulice kuszą i namawiają do panoramicznego fotografowania. Wykonane teraz panoramy są dokumentem miasta, jego architektury w sytuacji, z jaką dotychczas nie mieliśmy do czynienia. Wykonane panoramy fotograficznych miasta w czasie pandemii z opustoszałymi ulicami są specyficznym dokumentem czasów, w jakich przyszło nam żyć. Miasto bez ludzi na tych zdjęciach wygląda jak olbrzymi plan filmowy przygotowany do głośnej komendy „Akcja”, ale nikt jej nie wypowie.

Wykorzystanie takiej sytuacji do panoramicznego zapisu Torunia, oprócz unikalnego dokumentu jak również ostrzeżeniem przed tym, jak krucha jest nasza cywilizacja i jak łatwo może ona być unieruchomiona przez najeźdźcę wielkości nanometrów, który posiadł skutecznie licencję na zabijanie i którego możemy zobaczyć pod nowoczesnymi mikroskopami elektronowymi, których nie było jeszcze, kiedy nasi dziadowie jako dzieci byli świadkami agresji grypy nazwanej "Hiszpanka”.