Brunatny niedźwiedź w Bułgarii

Złapany i zniewolony miś, nie wyglądał na szczęśliwego ...
(M. Czarnecki)

 

W 1986 roku, w czerwcu spędzaliśmy nasz miesiąc miodowy w wymiarze dwóch tygodni w Bułgarii, w okolicach miasta Kavarna. Archiwum fotograficzne z tamtego czasu to kilkadziesiąt filmów małoobrazkowych. Któregoś dnia w godzinach dopołudniowych w pobliżu ośrodka wypoczynkowego ukazał się nam niezwykły widok. 

Drogą prowadzącą do ośrodka szedł mężczyzna o wyraźnie śniadej karnacji i prowadził obok siebie na łańcuchu brunatnego niedźwiedzia. W podróży towarzyszyła mu żona. W czerwcowym upale wyglądali na bardzo zmęczonych. Mieli przy sobie niewielki dobytek. Mężczyzna trzymał w ręku instrument przypominający mandolinę i chodząc między stolikami, grał skoczne melodie bałkańskie.

Niedźwiedź miał podwójne zabezpieczenie. Jeden łańcuch przyczepiony był do nosa, a drugi owinięty był wokół jego szyi. Oba łańcuchy przymocowane były do szerokiego, skórzanego pasa, którym owinięty był mężczyzna.

Złapany i zniewolony miś, nie wyglądał na szczęśliwego. Pokonywane codziennie kilometry w upale na asfaltowych drogach były dla niego torturą. Zapytałem się pracowników hotelu, kim jest ten mężczyzna idący z żoną i niedźwiedziem wzdłuż bułgarskiego wybrzeża w upalne letnie dni. Okazało się, że był to mężczyzna narodowości romskiej.

Kultywując tradycje oraz nie mając innej możliwości zarabiania pieniędzy, idące wzdłuż czarnomorskiego wybrzeża Bułgarii pary z niedźwiedziem były elementem lokalnego folkloru i nawet ówczesne władze socjalistycznej Bułgarii nie mogły znaleźć paragrafu lub metody na usunięcie grajka idącego z niedźwiedziem przez główne miasta i kurorty ówczesnej Bułgarii.