Wierzenia Voodoo

Przedmioty pozostawione same sobie smagane wiatrem nabierały cech dojrzałości ...
(J. Czarnecka)

W kwietniu 2014 roku Wielkanoc spędzaliśmy w Łebie. Piękna słoneczna pogoda, silny chłodny wiatr wiejący od Bałtyku. Wydmy w Słowińskim Parku Narodowym zawsze zapraszały, kusząc niesamowitymi widokami, wspaniałym białym piaskiem i plażą, na której o tej porze roku było całkowicie pusto. Zaplanowaliśmy z Markiem całodniową wycieczkę. Najpierw elektrycznymi wagonikami na Wydmy, a później po łażeniu po wydmach powrót plażą do Łeby. Po wejściu na plaże postanowiliśmy zwiedzić plażę w kierunku zachodnim, aby następnie zaliczyć wielokilometrowy spacer powrotny do Łeby.

Plaża w tamtym czasie nie była zaśmiecona plastikiem, ale wzburzone w okresie jesienno-zimowym morze wyrzucało na brzeg różnorodne, czasami zadziwiające przedmioty. Przedmioty pozostawione same sobie smagane wiatrem nabierały cech dojrzałości, a czasami ingerencja nielicznych turystów powodowała powstawanie skojarzeń nie zawsze odnoszących się do danego miejsca.

Idąc plażą, zauważyłam w pewnym momencie dziwny układ przedmiotów porzuconych przez kogoś, kiedyś tam, ale ich układ spowodował powstanie skojarzenia odnoszącego się do innych miejsc, jakże odległych od polskiego wybrzeża Bałtyku.

Przysypane piaskiem w niewielkiej odległości od siebie leżały dwa różne męskie półbuty, jeden czarny typu mokasyn, drugi letni jasny z charakterystycznym przeplotem na wierzchu. W czarnym bucie znajdowała się bezręka i bezgłowa pozostałość lalki włożona tak, jakby w tym bucie siedziała, nogi zakopane były w piasku znajdującym się w środku.



Zaczęłam fotografować przypadkowo napotkaną na plaży kompozycję. Wyobraziłam sobie, że ktoś kiedyś mając na myśli osobę, której nie darzył sympatią, postanowił w postaci laleczki pozostawić samotną na plaży i skazać ją na cierpienie smaganą porywami wiatru oraz deszczami, które jeszcze wtedy przed sześcioma laty pojawiały się regularnie.

Wykonałam kilkanaście zdjęć zastanej na plaży sytuacji. Fotografie leżały na komputerowych dyskach sześć lat. Patrząc na tamtą sytuację, z perspektywy sześciu lat dochodzę do wniosku, że najprawdopodobniej lalka po przejściach, porzucona przez jakieś dziecko, leżała sobie w piachu smagana silnym wiatrem i pewnie ktoś dla żartu włożył ją do napotkanego po drodze buta.

Nigdy nie dowiemy się już, czy to włożenie szczątków lalki do buta nie miało jakiegoś innego celu niż tylko chwilowego żartu. 

Jadwiga Czarnecka